Tajny doradca prywatyzacyjny minister Kopacz
Thursday, January 24, 2008
Wednesday, January 16, 2008
Rada nie poradziła
Rada nie poradziła
Nasz Dziennik, 2008-01-16
Na przyszły poniedziałek premier Donald Tusk zapowiedział zorganizowanie "białego szczytu" - spotkania ze środowiskami zainteresowanymi rozwiązaniem problemów ochrony zdrowia. Zwołana na wczoraj przez prezydenta Rada Gabinetowa nie przyniosła natomiast porozumienia głowy państwa z rządem, jak rozwiązać palące problemy w tej sprawie. Prezydent oświadczył, że nie doczekał się ze strony rządu rzeczowych odpowiedzi na kilka ważnych kwestii. Premier Donald Tusk oskarżył natomiast prezydenta o złą wolę i brak prezentacji ważnych pomysłów na rozwiązanie problemu.
Choć wczorajsza Rada Gabinetowa nie zbliżyła prezydenta i premiera do konsensusu w sprawie wyboru drogi rozwiązania problemów ochrony zdrowia, to prezydent Lech Kaczyński nie wykluczył zwołania następnej. Zgodnie z Konstytucją Radę Gabinetową, która jest swoistym posiedzeniem rządu pod przewodnictwem prezydenta, głowa państwa może zwołać w sprawach szczególnej wagi.
Rada Gabinetowa nie ma kompetencji należnych rządowi, nie przyjmuje więc wiążących decyzji. Tak było i w tym przypadku, kiedy do rozwiązania pozostają niezwykle poważne problemy w ochronie zdrowia, zwłaszcza że ze strony rządu płyną często sprzeczne, a przynajmniej niejasne propozycje reformy służby zdrowia.
Zarówno premier, jak i prezydent opuszczali Belweder niezadowoleni. Lech Kaczyński, który po około 45 minutach przerwał posiedzenie Rady, oświadczył, że nie uzyskał konkretnych odpowiedzi, zwłaszcza na pytania, co zrobić z żądaniami o podwyżki płac czy w przypadku awaryjnym, gdyby wskutek protestów pracowników służba zdrowia stanęła. - Odpowiedzi o tyle budzą moją troskę, że były dość ogólnie formułowane. Nie mam na kilka kwestii w dalszym ciągu realnej odpowiedzi. Nie wiem, co będzie z tą masą roszczeń, które mają prawnie wiążącą moc. Niezależnie od tego, czy są racjonalne, czy nie, bo to już inna sprawa. Uważam, że poziom racjonalności został przekroczony w niejednym przypadku - mówił prezydent.
Głowę państwa niepokoi również pojawiająca się koncepcja przekształcania szpitali w spółki prawa handlowego, co otwierałoby drogę do ich prywatyzacji, a także pomysł dodatkowego, dobrowolnego ubezpieczenia zdrowotnego. Ci, którzy zdecydowaliby się na opłacanie nieobowiązkowego ubezpieczenia, mogliby liczyć np. na lepsze warunki pobytu w szpitalu czy większy zakres usług medycznych, który byłby świadczony przez publiczną służbę zdrowia pacjentom o zasobniejszych portfelach. Prezydent - jak oświadczył - jest jednak przeciwny dzieleniu społeczeństwa w publicznej ochronie zdrowia według kryterium finansowego.
Pomysł dobrowolnych ubezpieczeń zachwalał jednak premier Donald Tusk, argumentując, że dzięki temu do systemu ochrony zdrowia mogą wpłynąć znaczne, dodatkowe środki. Jak poinformował, prezydent miał zapowiedzieć podczas Rady Gabinetowej, że zawetuje ustawę o wprowadzeniu dodatkowych ubezpieczeń.
Platforma "kręci lody"
Choć Rada Gabinetowa ma raczej na celu, aby prezydent zapoznał się z planami rządu w określonej sprawie, zwłaszcza kiedy ze strony rządowej - tak jak w tym przypadku - płynęły niejednokrotnie sprzeczne pomysły, jak poprawić sytuację w ochronie zdrowia, a dodatkowo o zaangażowanie się w sprawę apelowali do głowy państwa przedstawiciele walczącego o podwyżki środowiska lekarskiego, to za brak propozycji, jak sytuację uzdrowić, dostało się od premiera prezydentowi. - Prezydent podczas posiedzenia nie przedstawił żadnej konkretnej propozycji - mówił po posiedzeniu Rady Donald Tusk. Samo uczestnictwo prezydenta w Radzie Gabinetowej premier określił mianem wpadki. - Nie ukrywam, że liczyłem, iż pan prezydent będzie w stanie merytorycznie i z dobrą wolą rozmawiać z nami o szczegółowych rozwiązaniach czy propozycjach, które złożyliśmy w postaci projektów ustaw - skarżył się Donald Tusk, dodając, że prezydentowi wystarczyło energii jedynie na zwołanie Rady Gabinetowej. Według premiera, Lech Kaczyński nie był zainteresowany odpowiedziami ministrów. - Spotkanie miało udowodnić, że prezydent się troszczy, a rząd się nie troszczy - dodał premier.
Zdaniem Jarosława Kaczyńskiego, poprzednika Donalda Tuska na stanowisku premiera, swoją agresją obecny szef rządu chce przykryć całkowity brak pomysłów na rozwiązanie kryzysu służby zdrowia. O braku pomysłów świadczyć mają - zdaniem prezesa Prawa i Sprawiedliwości - dochodzące z kręgów Platformy Obywatelskiej i rządu sprzeczne informacje, że "raz składka miałaby być wyższa, innym razem, że nie" czy też "raz ma się prywatyzować, raz nie". - Obawiam się, że jedyny plan, jaki ma Platforma Obywatelska wobec służby zdrowia, to plan pani Sawickiej, który można było usłyszeć na nagraniach w telewizji - ironizował Jarosław Kaczyński. Przypomnijmy, że zatrzymana przez Centralne Biuro Antykorupcyjne była posłanka PO Beata Sawicka chciała wraz ze wspólnikami po dojściu Platformy do władzy "kręcić lód" na prywatyzacji szpitali.
Artur Kowalski
Nasz Dziennik, 2008-01-16
Na przyszły poniedziałek premier Donald Tusk zapowiedział zorganizowanie "białego szczytu" - spotkania ze środowiskami zainteresowanymi rozwiązaniem problemów ochrony zdrowia. Zwołana na wczoraj przez prezydenta Rada Gabinetowa nie przyniosła natomiast porozumienia głowy państwa z rządem, jak rozwiązać palące problemy w tej sprawie. Prezydent oświadczył, że nie doczekał się ze strony rządu rzeczowych odpowiedzi na kilka ważnych kwestii. Premier Donald Tusk oskarżył natomiast prezydenta o złą wolę i brak prezentacji ważnych pomysłów na rozwiązanie problemu.
Choć wczorajsza Rada Gabinetowa nie zbliżyła prezydenta i premiera do konsensusu w sprawie wyboru drogi rozwiązania problemów ochrony zdrowia, to prezydent Lech Kaczyński nie wykluczył zwołania następnej. Zgodnie z Konstytucją Radę Gabinetową, która jest swoistym posiedzeniem rządu pod przewodnictwem prezydenta, głowa państwa może zwołać w sprawach szczególnej wagi.
Rada Gabinetowa nie ma kompetencji należnych rządowi, nie przyjmuje więc wiążących decyzji. Tak było i w tym przypadku, kiedy do rozwiązania pozostają niezwykle poważne problemy w ochronie zdrowia, zwłaszcza że ze strony rządu płyną często sprzeczne, a przynajmniej niejasne propozycje reformy służby zdrowia.
Zarówno premier, jak i prezydent opuszczali Belweder niezadowoleni. Lech Kaczyński, który po około 45 minutach przerwał posiedzenie Rady, oświadczył, że nie uzyskał konkretnych odpowiedzi, zwłaszcza na pytania, co zrobić z żądaniami o podwyżki płac czy w przypadku awaryjnym, gdyby wskutek protestów pracowników służba zdrowia stanęła. - Odpowiedzi o tyle budzą moją troskę, że były dość ogólnie formułowane. Nie mam na kilka kwestii w dalszym ciągu realnej odpowiedzi. Nie wiem, co będzie z tą masą roszczeń, które mają prawnie wiążącą moc. Niezależnie od tego, czy są racjonalne, czy nie, bo to już inna sprawa. Uważam, że poziom racjonalności został przekroczony w niejednym przypadku - mówił prezydent.
Głowę państwa niepokoi również pojawiająca się koncepcja przekształcania szpitali w spółki prawa handlowego, co otwierałoby drogę do ich prywatyzacji, a także pomysł dodatkowego, dobrowolnego ubezpieczenia zdrowotnego. Ci, którzy zdecydowaliby się na opłacanie nieobowiązkowego ubezpieczenia, mogliby liczyć np. na lepsze warunki pobytu w szpitalu czy większy zakres usług medycznych, który byłby świadczony przez publiczną służbę zdrowia pacjentom o zasobniejszych portfelach. Prezydent - jak oświadczył - jest jednak przeciwny dzieleniu społeczeństwa w publicznej ochronie zdrowia według kryterium finansowego.
Pomysł dobrowolnych ubezpieczeń zachwalał jednak premier Donald Tusk, argumentując, że dzięki temu do systemu ochrony zdrowia mogą wpłynąć znaczne, dodatkowe środki. Jak poinformował, prezydent miał zapowiedzieć podczas Rady Gabinetowej, że zawetuje ustawę o wprowadzeniu dodatkowych ubezpieczeń.
Platforma "kręci lody"
Choć Rada Gabinetowa ma raczej na celu, aby prezydent zapoznał się z planami rządu w określonej sprawie, zwłaszcza kiedy ze strony rządowej - tak jak w tym przypadku - płynęły niejednokrotnie sprzeczne pomysły, jak poprawić sytuację w ochronie zdrowia, a dodatkowo o zaangażowanie się w sprawę apelowali do głowy państwa przedstawiciele walczącego o podwyżki środowiska lekarskiego, to za brak propozycji, jak sytuację uzdrowić, dostało się od premiera prezydentowi. - Prezydent podczas posiedzenia nie przedstawił żadnej konkretnej propozycji - mówił po posiedzeniu Rady Donald Tusk. Samo uczestnictwo prezydenta w Radzie Gabinetowej premier określił mianem wpadki. - Nie ukrywam, że liczyłem, iż pan prezydent będzie w stanie merytorycznie i z dobrą wolą rozmawiać z nami o szczegółowych rozwiązaniach czy propozycjach, które złożyliśmy w postaci projektów ustaw - skarżył się Donald Tusk, dodając, że prezydentowi wystarczyło energii jedynie na zwołanie Rady Gabinetowej. Według premiera, Lech Kaczyński nie był zainteresowany odpowiedziami ministrów. - Spotkanie miało udowodnić, że prezydent się troszczy, a rząd się nie troszczy - dodał premier.
Zdaniem Jarosława Kaczyńskiego, poprzednika Donalda Tuska na stanowisku premiera, swoją agresją obecny szef rządu chce przykryć całkowity brak pomysłów na rozwiązanie kryzysu służby zdrowia. O braku pomysłów świadczyć mają - zdaniem prezesa Prawa i Sprawiedliwości - dochodzące z kręgów Platformy Obywatelskiej i rządu sprzeczne informacje, że "raz składka miałaby być wyższa, innym razem, że nie" czy też "raz ma się prywatyzować, raz nie". - Obawiam się, że jedyny plan, jaki ma Platforma Obywatelska wobec służby zdrowia, to plan pani Sawickiej, który można było usłyszeć na nagraniach w telewizji - ironizował Jarosław Kaczyński. Przypomnijmy, że zatrzymana przez Centralne Biuro Antykorupcyjne była posłanka PO Beata Sawicka chciała wraz ze wspólnikami po dojściu Platformy do władzy "kręcić lód" na prywatyzacji szpitali.
Artur Kowalski
Porozumienie Zielonogórskie osiągnęło konsensus z Ministerstwem Zdrowia i Narodowym Funduszem Zdrowia

Porozumienie ustąpiło
Nasz Dziennik, 2008-01-15
Porozumienie Zielonogórskie osiągnęło konsensus z Ministerstwem Zdrowia i Narodowym Funduszem Zdrowia. W ten sposób odwołano też decyzję PZ o zamknięciu jutro większości przychodni w kraju. Ale sytuacja w ochronie zdrowia jest daleka od normalnej, kolejne medyczne związki zawodowe zapowiadają przystąpienie 21 stycznia do akcji strajkowej. Protestu nie wykluczają też lekarze rezydenci. Dzisiaj z medykami spotka się prezydent Lech Kaczyński.
Do Porozumienia należy prawie 70 proc. wszystkich przychodni. Spór z NFZ dotyczył głównie zasad kontraktowania usług medycznych na 2008 rok. PZ chciałoby, żeby umowy były podpisywane tylko do końca kwietnia, a w tym czasie renegocjowane byłyby ich warunki. Chodziło jednak nie tylko o stawki płacone przez Fundusz. Lekarze sprzeciwiali się przede wszystkim nałożeniu na nich nowych obowiązków dotyczących sprawozdawczości.
Jeszcze po południu wydawało się, że impas nie zostanie zażegnany. - Decyzja Porozumienia Zielonogórskiego o zaprzestaniu udzielania świadczeń jest polityczna - mówił wówczas Jacek Paszkiewicz, prezes Narodowego Funduszu Zdrowia, i dodał, że PZ powinno zadeklarować, czy popiera plany rządu w sprawie ochrony zdrowia, czy też będzie je kontestować.
Jednak negocjacje, jakie prowadzono potem w gmachu Ministerstwa Zdrowia, zakończyły się podpisaniem porozumienia. - Po 16 stycznia lekarze Porozumienia Zielonogórskiego będą przyjmowali normalnie - powiedziała Bożena Kanicka, sekretarz PZ. Tym samym wznowione zostaną rozmowy na temat zawierania kontraktów między NFZ a przychodniami zrzeszonymi w PZ.
Porozumienie ustąpiło i kontrakty mają być zawierane na cały rok, a nie tylko do końca kwietnia. Bożena Janicka dodała, że ustalono również harmonogram prac nad wdrożeniem nowego systemu informatycznego i oprogramowania. Lekarze obawiali się, że spowoduje to nałożenie na nich nowych obowiązków bez dodatkowego wynagrodzenia. - Jeśli lekarz przyjmuje dużą liczbę pacjentów, a mi się zdarza, że codziennie przyjmuję po 40 chorych, to wtedy pisanie sprawozdań dla NFZ zajmie dodatkowo kilka godzin. Za to jednak nie będzie nam nikt już płacił. Dlatego nie tylko nasza przychodnia, ale wiele innych w kraju, nie podpisała umowy na 2008 rok - mówi dr Bożena Kawęcka, pediatra.
Następni chcą strajkować
Tymczasem w przyszłym tygodniu grozi nam rozszerzenie akcji strajkowej w szpitalach. Na 21 stycznia protest już zapowiedziały przecież pielęgniarki, dołączą do nich również pracownicy ratownictwa medycznego. Wczoraj zaś o zamiarze przystąpienia do protestu mówili pracownicy diagnostyki medycznej. W ewentualnym strajku chcą wziąć udział m.in. członkowie Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Techników Medycznych Elektroradiologii, Radioterapii, Związku Zawodowego Techników Analityki Medycznej. Protest zapowiadają także fizjoterapeuci. Wszystkie związki zawodowe sprzeciwiają się nierównemu traktowaniu pracowników służby zdrowia, co przejawia się m.in. w podziale środków finansowych na podwyżki. Najgłośniej bowiem mówi się o postulatach lekarzy, które dyrektorzy szpitali starają się realizować. Silną pozycję w staraniach o podwyżki mają także, zdaniem związkowców, pielęgniarki. Natomiast roszczenia finansowe pozostałych grup zawodowych są pomijane. - Niestety, my także należymy do osób słabo opłacanych - mówi Krystyna Czerwińska, technik radiologii, która zarabia miesięcznie nieco ponad 1000 złotych. Ponadto związki zawodowe, które podpisały się pod oświadczeniem, przekonują, że nie dostały zaproszenia z Ministerstwa Zdrowia do udziału w konsultacjach nad projektami ustaw reformujących ochronę zdrowia. Przystąpienie do akcji protestacyjnej zapowiada też medyczna "Solidarność". Sekretariat ochrony zdrowia informuje jednak, że związkowcy będą prowadzić swoją akcję tak, żeby jak najmniej odczuli to pacjenci.
Rezydenci czekają
Nie wiadomo, czy resortowi zdrowia uda się uspokoić lekarzy rezydentów. W czwartek ma się z ich reprezentantami spotkać wiceminister Andrzej Włodarczyk. Sejm zdecydował w tamtym tygodniu o podniesieniu pensji rezydentów do około 2,3 tys. złotych. - Ale to nas nie zadowala. Liczymy na to, że senatorowie wniosą poprawkę, która podniesie nasze wynagrodzenia do wysokości średniej krajowej - powiedziała nam Dorota Mazurek, pełnomocnik Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy ds. lekarzy rezydentów. Obecnie przeciętne wynagrodzenie wynosi około 3,1 tys. zł, czyli rezydenci oczekują podniesienia swoich pensji po jeszcze 800 złotych. Ministerstwo Zdrowia twierdzi, że są pieniądze na podniesienie tych wynagrodzeń do około 2,5 tys. złotych.
Ponadto rezydenci oczekują dokonania zmian w systemie ich szkolenia i egzaminowania, aby nie było np. przerw między zakończeniem stażu a początkiem rezydentury czy też od rezydentury do egzaminu. Resort zdrowia przekonuje, że zostanie to zrobione.
Krzysztof Losz
Saturday, January 5, 2008
Już szykowali ewakuację

Już szykowali ewakuację
Nasz Dziennik, 2008-01-05
Ponad 90 procent szpitali wciąż nie uregulowało sprawy czasu pracy lekarzy
Mimo że dyrektor szpitala powiatowego w Tomaszowie Mazowieckim poinformował, że jego placówka przygotowuje się do ewakuacji pacjentów, ta dramatyczna ewentualność została zażegnana. Późnym wieczorem doszło do porozumienia z lekarzami - dyrekcja przyjęła wszystkie warunki protestujących. Ale jeśli sytuacja nie wyjaśni się szybko w innych szpitalach, to wkrótce podobne zapowiedzi mogą niestety zostać zrealizowane. Z danych, do jakich udało nam się dotrzeć, wynika, że w ponad 90 proc. placówek wciąż nie doszło do zawarcia porozumienia dyrektorów z medykami, którzy odmawiają pracy ponad ustawowe 48 godzin tygodniowo.
Gorące negocjacje w Tomaszowie Mazowieckim, w których brał udział nawet starosta tomaszowski, długo nie przynosiły rezultatów. Dyrektor Jacek Chyliński powiedział, że szpital może dać lekarzom ok. 700 zł podwyżki. Potem podjęte byłyby rozmowy na temat harmonogramu dalszych podwyżek. Medycy byli gotowi na przyjęcie podwyżki w wysokości 700 zł, ale pod warunkiem, że już od kwietnia ich wynagrodzenia wzrosłyby do 2,5 średniej krajowej w przypadku lekarzy ze specjalizacją. Czy jednak stać na to poważnie zadłużony (na ponad 50 mln zł) szpital?
- Gdybyśmy chcieli spełnić te żądania, doprowadzilibyśmy do jego upadłości i likwidacji - odpowiadał Piotr Kagankiewicz, starosta tomaszowski. W tej sytuacji można się było spodziewać, że w grafikach dyżurów pojawią się spore luki i chorzy nie będą mieli całodobowej opieki. - Dlatego przygotowujemy chorych do ewakuacji - mówił dyrektor Chyliński. Pierwsi chorzy mieli być wywiezieni do innych szpitali na początku przyszłego tygodnia. Osoby, których stan by na to pozwalał, zostałyby wypisane do domów.
Późnym wieczorem pacjenci mogli odetchnąć z ulgą. Dyrektor szpitala przyjął wszystkie warunki protestujących. - Podpisaliśmy porozumienie dla dobra pacjentów. Zgodziliśmy się na warunki lekarzy - oznajmił starosta Kagankiewicz.
Źle w całym kraju
Z innych placówek nie napływają co prawda aż tak dramatyczne informacje jak początkowo z Tomaszowa, ale w wielu szpitalach ograniczana jest praca na niektórych oddziałach. W warszawskim szpitalu przy ul. Banacha, podobnie jak w wielu innych lecznicach w kraju, jest kłopot z dyżurami radiologów, których tygodniowy czas pracy może wynieść 25 godzin. Bardzo często więc radiologów nie ma na nocnych dyżurach.
W Ustrzykach Dolnych zawieszono natomiast działalność oddziałów dziecięcego i położniczego, na których już teraz brakuje lekarzy. Noworodki i dzieci zostały przewiezione do Leska i Brzozowa. Po południu dyrekcja poinformowała o podpisaniu umów z dwoma pediatrami i przyjęcia chorych dzieci mogą zostać wznowione.
Medyków brakuje również w Akademickim Centrum Klinicznym w Gdańsku - największym szpitalu w województwie pomorskim. Praktycznie w każdej z klinik są kłopoty z zapewnieniem chorym całodobowej opieki. Takie same kłopoty mają szefowie placówek w całym kraju. Nawet w tych nielicznych szpitalach, gdzie medycy zgodzili się na wydłużenie tygodnia pracy do 72 godzin, porozumienia podpisano na miesiąc lub co najwyżej do końca marca. Potem lekarze nie będą pracować więcej niż 48 godzin, jeśli nie otrzymają znaczących podwyżek. Co więcej, w sądach leży prawdopodobnie kilka tysięcy pozwów lekarzy o zaległe urlopy. Twierdzą oni, że w poprzednich latach pracowali ponad wszelkie normy, nie dostali za to pełnego wynagrodzenia i teraz należą im się z tego tytułu urlopy. W kilku przypadkach lekarze dostali po 200-300 dni płatnego urlopu i zamierzają go wykorzystać. Szpital musi więc na ich miejsce znaleźć kogoś innego. Podobne wyroki zapadną zapewne w kolejnych sprawach.
Rząd i Ministerstwo Zdrowia nie widzą na razie powodów do interwencji. Wicepremier, minister spraw wewnętrznych i administracji Grzegorz Schetyna utrzymuje, że bezpieczeństwo pacjentów nie jest zagrożone w żadnym ze szpitali, a rząd wkrótce przedstawi program reformy ochrony zdrowia. - Za tydzień, dwa może zacząć brakować lekarzy, gdy wyrobią oni limity czasu pracy w godzinach nadliczbowych - twierdzi Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. Dodaje, że część jego kolegów już złożyła wypowiedzenia z pracy i gdy wejdą one w życie, luki kadrowe w niektórych placówkach będą jeszcze bardziej dramatyczne. Wedle nieoficjalnych danych, aby zachować 48-godzinny tydzień pracy lekarzy, bez konieczności negocjowania z medykami jego przedłużania, w szpitalach powinno pracować nawet ponad 10 tys. lekarzy więcej niż teraz. To jest jednak niemożliwe, bo nie ma w Polsce aż tylu "wolnych" medyków.
Obietnice dla rezydentów
Resort próbuje jednak uniknąć otwarcia nowego frontu konfliktu z lekarzami. Podwyżek wynagrodzeń domagają się bowiem także lekarze rezydenci. Resort liczył, że przy ich pomocy uda się zapełnić część luk w grafikach dyżurów, ale teraz młodzi lekarze podnieśli głowy i żądają wyższych wynagrodzeń.
Ministerstwo zapewnia, że w 2008 roku zaplanowano 30-procentowe podwyżki wynagrodzeń rezydentów, a ich pensja ma wzrosnąć z 2,1 do prawie 2,8 tys. zł brutto. Ale rezydenci twierdzą, iż ich średnia pensja była w ubiegłym roku o wiele niższa od wyliczeń ministerstwa, bo wynosiła tylko niespełna 1,8 tys. zł brutto. Oprócz podwyżek ministerstwo obiecuje rezydentom uzależnienie wynagrodzenia od czasu trwania rezydentury oraz zdawanie Lekarskiego Egzaminu Państwowego przed lub w trakcie stażu podyplomowego. Młodzi lekarze czekają jednak na konkrety, bo obietnice ich nie przekonują.
Krzysztof Losz
Subscribe to:
Comments (Atom)